Z 17 krajów, które do tej pory zwiedziłem, Norwegia i Szwecja zrobiła na mnie największe wrażenie. Oczywiście mam tu na myśli krajobraz i przyrodę. W tym wpisie pokaże Wam mały wycinek mojej podróży do Norwegii, bo i sama podróż trwała zaledwie tydzień.
Zacznę od kwestii logistycznej, czyli jak dostać się do Norwegii. My wybraliśmy prom ze Świnoujścia do Ystadt w opcji nocnej, tzn, płynęliśmy nocą, żeby z samego rana móc ruszyć w dalszą drogę. Rejs promem miał swoje wady niestety i nie chodzi tu o kołysanie. NAsza kabina ulokowana była w miejscu gdzie bardzo odczuwało się pracę silnika tzn. drgania. Na dłuższą metę nie dało rady spać, więc na drugi dzień po przejechaniu ok 500km musiałem zrobić sobie drzemkę w samochodzie. Od razu przejdę do drogi powrotnej - wracaliśmy również promem z Karlskrony do Gdyni, tym razem w opcji dziennej oraz wybraliśmy innego przewoźnika (Stena Line), którego zdecydowanie polecam.
Jeśli chodzi o odległości to są one bardzo duże i niestety nie da się nadrobić prędkością ze względu na ograniczenia oraz ryzyko spotkania z łosiem, reniferem lub owcą. Dlatego najlepiej zaplanować sobie krótszą podróż lub tak jak my wybrać opcję co przyniesie jutro kolejny dzień :) A do tego trzeba jeszcze trafić w pogodę.
Widoki są dosłownie niewiarygodne i żadne zdjęcia nie oddają ogromu przestrzeni, ani piękna Norwegii.
Nasza podróż była bardzo spontaniczna a miejsca w których nocowaliśmy uzależnione były głównie od pogody, która dość często się zmieniała. Zwiedzaliśmy norwegię w sierpniu i w tym samym czasie od zachodu nadszedł front, który przyniósł deszcze na całym wybrzeżu, które planowaliśmy zwiedzić. Dlatego codziennie zmienialiśmy plany i jechaliśmy tam, gdzie akurat miało nie padać.
Fiordy, fiordy i wszędzie fiordy :)
Jednym z miejsc, które spontanicznie postanowiliśmy odwiedzić było Tungestølen gdzie można było zobaczyć lodowiec Austerdalenbreen.
Wracając z lodowca postanowiliśmy, że warto byłoby zanocować w tej okolicy, korzystając z okazji, że było w miarę ciepło (13 stopni) i względnie bezdeszczowo. Widok z namiotu - nie do opisania. A do pełni klimatu, owce dzwoniły swoimi dzwonkami.
Niestety nadeszły deszcze i trzeba się było ulotnić z pod lodowca. Ze względu na dużą wilgotność, nasze spanie zaczęło łapać wilgoć więc trzeba się było dosuszyć i ogrzać. Wybraliśmy tradycyjne norweskie hyty.
Pogoda w Norwegii zmieniała się jak w kalejdoskopie - od 20 do nawet 5 stopni.
Kierując się w stronę Szwecji, na naszej drodze pojawiła się miejscowość Wang. I tutaj uważny podróżnik powinien zacząć sobie coś kojarzyć. Że przecież to u nas jest Wang i to nawet kościół w Karpaczu. I wszystkie puzzle zaczynają do siebie pasować. W miejscowości Wang w Norwegii znajduję się miejsce, z którego ten właśnie kościół został przeniesiony do Polski.
Norwegię polecam każdemu - bez względu na to czy lubicie tylko zwiedzać miasta czy podziwiać przyrodę. Ten kraj naprawdę trzeb zobaczyć!
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.